04/09/2026
Tydzień przemknął niczym śmieciarka po ulicy, pozostawiając za sobą jedynie opadający kurz i tęskne spojrzenia tych, którzy zapomnieli wystawić swoje śmieci do odbioru.
Poniedziałek rozpoczęłam od gościnnych występów w Sopocie. Można powiedzieć, że była to nowa odsłona tamtejszego festiwalu – tym razem debiuty. Wrażeń nie brakowało, zwłaszcza jak przejeżdżałam przez bramę prowadzącą na molo. Są tam przepiękne klomby z kwiatami. Tylko dlaczego muszą stać akurat tam – nie wiem. Żeby było ładnie, zapewne. Fajnie, ale ledwo się zmieściłam i je minęłam. Trzeba jeszcze było uważać, żeby tyłem nie zdjąć daszku ze stojącej tam budki nie wiem nawet z czym. Gdy wykonywałam ten manewr, w kabinie zrobiło się dziwnie cicho, zupełnie nie rozumiem, dlaczego. Przecież było jeszcze sporo miejsca, tak na palec.
Wtorek to oczywiście początek wojny i roku szkolnego. Choć chyba bardziej wojny- bo prawdziwą walką było pokonanie uliczek sąsiadujących ze szkołą – auta stały zaparkowane naprawdę fantazyjnie. Tak, jakby ich kierowców zaskoczył jakiś kataklizm, który zmusił ich do porzucenia swych aut w pośpiechu, by nie tracili czasu na zbędne manewry i parkowanie. Jeden człowiek zostawił nawet auto centralnie na wjeździe na szkolny parking, do którego dostępu chroni szlaban, a do którego ów kierowca pilota nie posiadał.
Niestety, akurat potrzebowałam wjechać na teren szkoły bynajmniej nie celem odebrania powitań od kadry nauczycielskiej, a celem odebrania śmieci, więc zatrąbiłam, co by właściciel auta się objawił i je przestawił. Owszem, pan przyszedł bardzo niezadowolony z faktu, że przyjść musiał i że trąbiłam. Wiem, bo podszedł do mojego samochodu mocno oburzony zadając mi pytanie, czy zdaję sobie sprawę, jakiego wykroczenia się dopuściłam używając na niego klaksonu.
-Więcej wyobraźni, panie kierowco, następnym razem – odparłam i szlachetnie otworzyłam mu szlaban, co by cofać nie musiał, gdyż ja, śmieciarz, oczywiście pilota do tegoż szlabanu posiadam, a jakże.
-Spie.dalaj – odparł pan w podzięce i wjechał na parking.
Zawsze staram się spełniać wszelkie prośby i życzenia naszych klientów, ale nie bardzo wiedziałam, co zrobić w tej sytuacji, dokąd mam spie.dalać, skoro siedzę w kabinie mojej śmieciarki. Ciężko gdzieś spie.dolić będąc na swoim miejscu. Pan po zaparkowaniu auta ubrał marynarkę, wziął teczkę i udał się do szkoły informując mnie, że zgłasza sprawę na policję. A mówią, że klient w krawacie jest mniej awanturujący się. Nie wiem, jednak nie szata czyni człowieka człowiekiem.
Środa przeleciała szybko, jak trunki przez gardła, po których butelki tego dnia zbieraliśmy. Moją uwagę przykuła zwłaszcza jedna, po wódce o jakże pięknej nazwie Pravda. Miała nawet taki niebieski brylancik przyczepiony do szyjki. To była naprawdę piękna butelka. Prawdziwa rozkosz nie tylko dla podniebienia, ale i dla oka. W końcu nazwa zobowiązuje.
Czwartek był dniem historycznym: moja córka zdała egzamin na prawo jazdy. Za pierwszym razem. To mały krok dla ludzkości, ale wielki dla człowieka. Zastanawiam się, dla którego większy: dla niej, bo zdała i ma prawo jazdy, czy dla mnie, bo wreszcie doczekałam się, że ktoś będzie mnie woził i nie będzie to kierowca autobusu. Nosił koń po błoniach, ponieśli i konia. Radość moja nie ma końca.
W przeciwieństwie do mojego mini, które na wieść, że latorośl ma zasiądzie za jego kierownicą, postanowiło dość wymownie dać do zrozumienia, że nie jest na to gotowe i się popsuło. P***a wody podobno. Bardzo stresują mnie takie sformułowania – brzmią tak drogo.
Więc wjeżdżam, a w zasadzie wchodzę w weekend bez samochodu, co nawet mnie bardzo nie martwi. Bardziej martwi mnie koszt naprawy, ale mam nadzieję, że dźwignę, w końcu gdzie ja robię. Dużo papieru mam, zwłaszcza w piątki, bo go wówczas zbieram.
Także, dobrego weekendu dla Was, co by papieru nigdy nie zabrakło, a auta się nie psuły.