Mrs. Driver

Mrs. Driver Po latach pracy w korporacji zmieniłam swoje życie i od niedawna jestem kierowcą: obecnie jeżdżę śmieciarką, a wcześniej cysterną z paliwem lotniczym.

Chcę pokazać tę pracę z innej perspektywy, kobiecym okiem, a czasem z tego oka przymrużeniem :)

28/04/2026

Dlaczego warto odpowiednio przygotować śmieci do odbioru.

Szkło w takiej ilości jest po prostu ciężkie i nie jesteśmy w stanie takiego wiadra zapakowanego po brzegi przenieść i wysypać do śmieciarki.

Z dumą informujemy, że jedna z naszych pracownic została bohaterką reportażu wyemitowanego na antenie TVP2 w Magazynie E...
28/04/2026

Z dumą informujemy, że jedna z naszych pracownic została bohaterką reportażu wyemitowanego na antenie TVP2 w Magazynie Ekspresu Reporterów. 💪

Wiola Piotrowicz, znana również jako Mrs. Driver, jest jedną z nielicznych kobiet pracującą w branży komunalnej. 🚛

Tym bardziej cieszymy się, że zasiliła szeregi naszej firmy, pokazując tym samym, że ograniczenia mijają wraz z podejmowaniem odpowiednich decyzji. 🌟

Naszą śmieciarkę z Wiolą na pokładzie możecie na co dzień spotkać w rejonie Gdańsk-Kokoszki, gdzie wraz ze swoim zespołem z energią i zaangażowaniem dba o czystość miasta. 🌱

Zresztą, sami zobaczcie! 😉

👉 Link do reportażu: https://vod.tvp.pl/informacje-i-publicystyka,205/magazyn-ekspresu-reporterow-odcinki,273697/odcinek-1078,S02E1078,2899950 – od 34 minuty

Dajcie koniecznie znać w komentarzu jakie macie wrażenia po obejrzeniu! 👇💬

27/04/2026

Ten moment, kiedy opróżniamy śmieciarkę.

Dziś, w niedzielne przedpołudnie miałam przyjemność uczestniczyć w zajęciach organizowanych przez nieocenioną Joanna Cap...
26/04/2026

Dziś, w niedzielne przedpołudnie miałam przyjemność uczestniczyć w zajęciach organizowanych przez nieocenioną Joanna Caputa w ECS, na których uczę się, jak pisać. Po tych zajęciach wiem, jak wiele nie wiem. Nie umiem. Ale nie o tym tu. Spotkanie prowadzi fantastyczny duet, czyli Dorota Karaś oraz Marek Sterlingow, autorzy między innymi świetnej biografii Jerzego Urbana, pod jakże oryginalnym tytułem „Urban”. Książkę z serca polecam, rzecz jasna.

Po zajęciach Marek zadał pytanie, które nie daje mi spokoju, i które sprawiło, że piszę ten tekst. A pytanie brzmiało: „Czy człowiek jest szlachetny w życiu?” Moja odpowiedź była natychmiastowa:
-A w życiu! Szlachetna to jest co najwyżej paczka, a i tu zdania są podzielone.

Co to w ogóle znaczy, że człowiek jest szlachetny? Zastanawiam się nad tym mając w głowie posła, który ciągnął za samochodem psa i posła , który tym psom pomagał, a ginie rozjechany przez samochód. Zastanawiam się nad tym mając w głowie afery pedofilskie w kościele tuszowane przez wiele lat. Mając w głowie aferę Epsteina i jak wielu ludzi, szanowanych, będących autorytetami niekiedy, było w nią zamieszanych. Widząc, jak obojętniejemy na wojny i cierpienia dziejące się na naszym bardzo bliskim wschodzie, tuż za naszą granicą, i tym dalekim. Czytając o czternastolatku z Susza, który popełnił samobójstwo rzucając się pod pociąg, bo rówieśnicy go zaszczuli, a dorośli zawiedli. Zastanawiam się, czy słowo „człowiek” kiedykolwiek brzmiało dumnie. A co dopiero szlachetnie?

Nie wiem, naprawdę nie wiem. Bardzo chciałabym umieć jeszcze uwierzyć, że potrafimy być szlachetni, bezinteresowni, dobrzy. Ale jest mi trudno, gdy czytam sobie artykuł w Polityce, który mówi o tym, jak ciężko jest funkcjonować w społeczeństwie osobom niewidomym. Gdy taksówkarz, zamiast nabić na terminal 31,70 zł za przejazd, świadomie nabija 3170 zł wiedząc, że pasażer jest niewidomy i się nie zorientuje.

Dobro się nie sprzedaje. Na warsztatach usłyszałam dziś znane mi zdanie, że „Bad news is good news. Good news is no news”. Dziś dotarło ono do mnie z nową mocą. Przybiło mnie. Gdy dzieje się coś dobrego, nie jest to interesujące, nie ma sensacji. Choć właśnie uważam odwrotnie. W świecie, gdzie jest tyle brudu i zła, te dobre rzeczy są właśnie sensacyjne, wyjątkowe. Czemu o tym się nie mówi? Bo to się nie „klika”. Wystarczy popatrzeć na tytuły programów w TV: „Piaskiem po oczach”, „Wykrywacz kłamstw”, „Kawa na ławę”… Programy o gotowaniu czy śpiewaniu, w których ludzi się zwyczajnie wyśmiewa i poniża, jak się tak naprawdę posłucha tych jurorów. To się ogląda, to się „klika”. Gdzie tu miejsce na szlachetność? Nie wiem.

Przepraszam, że w niedzielny wieczór dzielę się takimi mało optymistycznymi przemyśleniami, ale niestety, po wydarzeniach ostatnich dni nie mogę opędzić się od tego typu myśli. Pytanie Marka poruszyło we mnie jakąś lawinę i poszło. Musiałam to napisać. Może po to, że Wasze komentarze i przemyślenia dadzą odpowiedź twierdzącą na pytanie, że człowiek jednak jest szlachetny w życiu?

Może człowiek potrafi być szlachetny, ale o tym zapomniał? Nie wiem. Jednego zaś jestem pewna, o czym pisałam kilka dni temu: tam gdzie człowiek, tam i śmietnik. A szlachetne to na pewno są grzyby.

Jakkolwiek, jutro odbiorę śmieci od każdego, niezależnie od jego szlachetności, a nawet szlacheckości.

Więc…do zobaczenia na rejonie.

PS. Artykuł, o którym wspominam, dostępny jest w Polityce nr 17 (3651), 22.04-28.04.2026, pt.: „Płacąc w ciemnościach”.

Dziś mój pierwszy piątek tygodnia. Jutro idę do pracy, żeby odrobić przyszły piątek, w który wypada święto, więc robimy ...
24/04/2026

Dziś mój pierwszy piątek tygodnia. Jutro idę do pracy, żeby odrobić przyszły piątek, w który wypada święto, więc robimy poniedziałek. No przecież to jasne, prawda? Jeden dzień w tygodniu będzie wolny, więc trzeba to nadrobić, bo jeden dzień bez odbioru śmieci może grozić katastrofą ekologiczną na skalę niespotykaną na osiedlach i miastach naszych.

To tak podobnie, gdy wypada jakieś święto i sklepy są zamknięte jeden dzień więcej niż zwykle. Wszelkie markety przeżywają wówczas prawdziwe oblężenie, a kasjerki walczą o przetrwanie jak o niepodległość.

Także, jutro budzik bezlitośnie zadzwoni o 4.20 i zasiądę za sterami mojej śmieciareczki i wyruszymy w sobotę robić poniedziałek za przyszły piątek. W takie dni wiemy, że wielu mieszkańców będzie zaskoczonych i po weekendzie będą za nami gonić, czemu śmieci nie odbieramy. A my będziemy tłumaczyć, że poniedziałek to już był w sobotę. Taka sytuacja.

Dwa dni temu był Dzień Ziemi. Dla mnie taki dzień jest w zasadzie codziennie, gdyż codziennie zbieram śmieci z ziemi. Dziś pewien zniecierpliwiony pan siedzący w samochodzie stojącym za nami gestem, miną i aurą dawał nam do zrozumienia, że zbyt długo już czeka, aż odjedziemy. Robiliśmy, co mogliśmy, ale niestety, kartony, które dziś odbieraliśmy śmiało można by nazwać kartonami Schrödingera: były przygotowane do odbioru (były wszak w wiacie śmietnikowej), a jednak jakby nie były: leżały delikatnie mówiąc w nieładzie i trochę nam zajęło ich zebranie i wrzucenie do śmieciarki. Pan machał rękami, nie wiem, o co mu chodziło, ale nagle wyskoczył z samochodu krzycząc na mojego ładowacza słowami powszechnie uważanymi za wulgarne. Była 8.00 rano, kawa chyba komuś weszła za mocno.

Dzień ziemi uczciliśmy więc godnie – śmieci z ziemi zbieraliśmy wielokrotnie, gdyż wystawione worki na śmieci nie zawsze są zawiązane, a wiejący u nas 365 dni w roku wiatr skutecznie je przewraca i turla po chodnikach i ulicach wysypując je beztrosko. Taki mamy klimat. Przepraszam w imieniu swoim i kolegów, że czasem stoimy nieco dłużej, ale staramy się wszystko dokładnie pozbierać, co wysypane przez wiatr i inne czynniki (nie)ludzkie zostało.

I tak dojechaliśmy do prawie końca tygodnia – pogoda ma się zepsuć, w radiu mówili. No tak, bo przecież już tyle tego słońca było, bez przesady, wystarczy. Jeszcze się odzwyczaimy od porannego skrobania szyb. Ale jest jeden optymistyczny prognostyk: gdy wychodzę do pracy już świta. Więc jakaś nadzieja jest, że jednak coraz bliżej słońca i ciepła na tej naszej północy. Tymczasem moja córka przysłała mi zdjęcie z dworca podmiejskiego w Gdyni i już wiem, czemu pan z pewnej posesji nigdy nie wystawia pojemnika na śmieci. Twierdzi, że mu ukradną. Zaczynam go rozumieć – skoro na dworcu mogli ukraść klamki w toalecie publicznej, to co dopiero taki pojemnik! Prawdziwa gratka i okazja, tak sobie stoi samotnie na chodniku i k**i. Wszak, skoro co poniektórym podstępnie znikają worki na śmieci, to czemu nie całe pojemniki? Dziwny jest ten świat. Chociaż, nie wiem. Dziś spotkaliśmy panią, o której pisałam wczoraj, a która zachęca nas, byśmy nie odbierali śmieci od jej sąsiada. Dziś ponowiła swoją prośbę. Czyli, wszystko w normie.

Do zobaczenia na rejonie.

24/04/2026

Jedziemy z tym papierem 😉


Mam wrażenie, że śmieci to nasz temat narodowy. To coś, jak polityka, albo piłka nożna, każdy ma coś do powiedzenia, każ...
23/04/2026

Mam wrażenie, że śmieci to nasz temat narodowy. To coś, jak polityka, albo piłka nożna, każdy ma coś do powiedzenia, każdy ma swoje zdanie, każdy wie, jak to powinno być i dlaczego tak nie jest. A to tylko śmieci, a temat rzeka.

Jedno jest pewne: tam gdzie pojawi się człowiek, wraz z nim pojawia się śmietnik. Dosłownie, choć w przenośni w sumie też. Ale, ad rem. Gdy widzę nowobudujące się domy i osiedla wiem, że za chwilę będę stamtąd odbierać śmieci. Instynktownie wypatruję, gdzie tym razem projektant fantazyjnie umieścił wiatę śmietnikową.

Mi osobiście ostatnio bardzo spodobało się rozwiązanie zastosowane przy ulicy Sianowskiej na gdańskim Smęgorzynie. To zupełnie nowe osiedle: by się do niego dostać wybudowano nawet nową piękną drogę zakończoną rondem niezwykłej urody. Jest ono tak małe, że zawrócić na nim autem osobowym można mieć problem. Chyba nawet nie każdy zauważył, że ono tam w ogóle jest, bo kierowcy znaleźli dla niego inne, bardziej praktyczne zastosowanie i zrobili sobie z niego parking.

Nie muszę dodawać, że ja śmieciarką nie mam szans tam wykręcić, więc muszę sprytnie wjechać przez znajdującą się po lewej bramę i wjechać trochę na plac budowy, by móc potem wycofać. Bo śmietniki, a jakże, znajdują się na samym końcu, za tą brązową budką na zdjęciu. Nie muszę też dodawać, że parkujące na tymże super rondzie niemalże turbinowym auta parkują równie fantazyjnie, jak ja wykręcam.

Ostatnio było wyjątkowo trudno, pewien pan stojący i obserwujący, gdy staram się ominąć auto, które zaparkowało zastawiając nam dostęp do pojemników, przy okazji czyniąc mój trudny manewr jeszcze trudniejszym, rzekł tymi słowy do mnie:
-To trzeba było podejść, zapytać, czyje to auto.
-Kogo? Gdzie?– pytam się ciągnąc pojemnik 1100l. Trochę jakby nie mam czasu na szukanie właściciela niefortunnie zaparkowanego auta na prawie pustym, bo nowym osiedlu.
-No, tu do budki na przykład. Trzeba trochę pomyśleć, trochę wyobraźni.
-Tak – odparłam – przydało by się zwłaszcza przy parkowaniu swojego samochodu. Pełna zgoda.

Pan obdarzył mnie spojrzeniem, które mówiło…no właśnie nie jestem pewna, ale wydaje mi się, że chyba niekoniecznie moja odpowiedź spotkała się z jego aprobatą. Nie jestem też pewna, czy to przypadkiem nie był jego samochód, co by tłumaczyło jego spojrzenie.

Ostatecznie wycofałam, śmieci odebrałam, pojechaliśmy dalej rozważając, jaka nazwa byłaby adekwatna dla tego ronda, które ma środek wyłożony elegancką kostką brukową. To naprawdę piękne rondo. Ktoś naprawdę się postarał, pewnie trochę to kosztowało. A jak dodaje prestiżu dzielnicy! Przecież zdanie „Mieszkam przy rondzie” brzmi dumnie, prawie jak w centrum.

Śmieci potrafią nie tylko dzielić, ale i łączyć. Dzięki nim ludzie wchodzą w sojusze, o jakich historia nie słyszała, a już na pewno nie odnotowała. Bo jak inaczej nazwać sytuację, gdy wychodzi do nas mieszkaniec i mówi, żeby worki mu koniecznie chować do wiaty, zostawiać gdzieś w dyskretnym miejscu, bo inaczej mu sąsiad kradnie:
-Znaczy wie pani, tak mi się wydaje, bo mi te worki ciągle giną. Ja to muszę przypilnować, popatrzeć.
Dla mnie to przejaw prawdziwej sąsiedzkiej współpracy – mieszkańcy wzajemnie się obserwują, pilnują swoich posesji i mienia. Piękne, takie nasze, swojskie.

Albo gdy wychodzi do nas pani i prosi, byśmy śmieci od sąsiada nie odbierali, bo:
-A, bo on mi ciągle podjazd zastawia.
Próbuję wzbić się na wyżyny mej empatii, ale nie znajduję powiązania z zastawianym podjazdem tejże pani i nieodbieraniem śmieci od wskazanego sąsiada. Ale to uświadamia mi, jaką mam moc, jakie twarde karty trzymam w ręku. Żyj dobrze ze śmieciarzem swoim, bo nigdy nie wiesz, kto będzie próbował przeciągnąć go na swoją stronę, na czyje zlecenie ci śmieci nie odbierze. Choć może raczej, żyj dobrze ze sąsiadem swoim, bo nigdy nie wiesz, z kim będzie próbował wejść w sojusz, by umilić ci życie.

Oczywiście, dla mnie śmieć jest śmieć, odbieram każdy od każdego, byle w pojemniku na papier nie było ziemniaków. Albo tostera w pojemniku na plastik. Bo to by było ździebko nawet niebezpieczne i mogłoby sprawić, że nasza śmieciarka stała by się jeżdżącą pochodnią. Wystarczy, że koguty nam się palą cały dzień, a robota w rękach, cała śmieciarka nie musi.

Do zobaczenia na rejonie.

PS. I jak tu nie lubić pracy na śmieciarce...

23/04/2026
I po wszystkim. Cieszę się, że reportaż się podobał. Mi zresztą również. Dwa dni naszej pracy skompresowane w kilkunastu...
16/04/2026

I po wszystkim. Cieszę się, że reportaż się podobał. Mi zresztą również. Dwa dni naszej pracy skompresowane w kilkunastu dynamicznych minutach. Magia telewizji.

Dla mnie był to powrót do emocji, które towarzyszyły mi te 2,5 roku temu, gdy stanęłam u progu zmian, których kierunku jeszcze wtedy nie byłam świadoma. Teraz, z perspektywy czasu inaczej do tego podchodzę, jestem w stanie ze spokojem i uśmiechem o tym opowiadać. Jednak wtedy był to dla mnie czas straszny.

22.11.23 – to dzień w którym wszystko się skończyło. Choć dziś śmiem twierdzić, że to był początek, wtedy nie zdawałam sobie z tego sprawy. Cały mój świat się zawalił. Świat, który znałam, który lubiłam, w którym czułam się mimo wszystko bezpiecznie. Pomimo tego, że ostatnie dwa lata były trudne, parszywie trudne, to jednak jakoś radziłam sobie z kolejnymi gwoździami wbijanymi w czaszkę i szłam dalej. Aż do tego dnia, kiedy w moją czaszkę został wbity gwóźdź ostateczny: straciłam pracę. Wyszłam z biura z kartonikiem pod pachą cicho i dyskretnie zamykając za sobą drzwi.

Jeszcze nie zdążyłam dobrze ochłonąć po szpitalu córki, która też jeszcze wtedy dochodziła do siebie, a tymczasem zdążyłam zasilić jakże ważną grupę społeczną w naszym kraju, jaką są bezrobotni.

Czułam się przegrana jako matka, kobieta, pracownik. Miałam poczucie, że zawiodłam na każdym możliwym polu. Nie widziałam wówczas innego wyjścia, jak tylko na tory.

Mówi się, że co cię nie zabije, to cię wzmocni. Przyznam, że się z tym nie zgadzam. Złe doświadczenia raczej uwrażliwiają na szybsze wyczuwanie zagrożeń i ich unikanie, by znowu nie czuć bólu, czy goryczy porażki. To trochę jak u psa: to bardzo mądre stworzenia. Doskonale wiedzą, gdzie mogą liczyć na pogłaskanie, a gdzie oberwą kijem po grzbiecie. Więc omijają te miejsca, gdzie kij jest w użyciu. Tak jest też u ludzi. Uczymy się, gdzie jest bezpiecznie, a które rewiry lepiej unikać. Bo uderzenie kijem boli zawsze – wcale się na ból nie uodporniamy. Jedynie znamy już konsekwencje tego uderzenia i wiemy, co będzie dalej.

Czemu o tym piszę? Bo zmiana w moim przypadku była wynikiem kilkukrotnego uderzenia mnie kijem przez życie. I gdy już wygrzebałam się z emocjonalnej rozpaczy, i dostrzegłam, że te tory mogą na mnie jeszcze chwilę zaczekać postanowiłam, że już nigdy więcej peron mi nie odjedzie bez mojej zgody, a jeśli tak, to będę na to przygotowana.

Piszę też o tym dlatego, że wielu z nas przeżywa kryzysy, każdy swoją kulkę gnoju przez życie toczy, jak ten żuczek gnojarz. I dla każdego ta jego kulka wydaje się największa i zapewne tak właśnie jest. Jeszcze moment i przytłoczy. Moja historia pokazuje, że kulkę można puścić i pozwolić jej się po prostu sturlać. Niech się toczy, ale już beze mnie. Trzeba jeszcze znaleźć tylko siłę, by nie ulec presji i na siłę tej kulki nie zatrzymywać. Trzeba odpuścić, tylko tyle, a może aż tyle.

W ten sposób zapisałam się na prawo jazdy wiedząc, że ja, póki co, do pracy takiej, jaką miałam, już nie wrócę. Bo oczywiście, mogłam poszukać czegoś podobnego, było to w moim zasięgu. Ale zmieniając biuro na biuro, laptopa na laptopa, samochód służbowy na inny samochód służbowy, co bym zmieniła? Tak naprawdę nic. Rozpoczęłabym turlanie nowej kulki, a tego już bardzo nie chciałam.

U mnie zmiana była faktycznie dość spektakularna, jak tak po czasie do mnie dociera. Tak diametralny zwrot w życiu nie jest konieczny, by znaleźć swój spokój. U mnie jak to u mnie, musiało być zgodnie z zasadą: albo grubo, albo wcale. Podejmując decyzję o zmianie nie wiedziałam jeszcze, że wyrzucona na zawodowy śmietnik uczynię go, ten śmietnik dosłowny, swoim nowym miejscem pracy, w którym znajdę spokój, satysfakcję i tak, szczęście.

Opowiadam Wam swoją historię, w pewien sposób obnażając się ze swoich doświadczeń i emocji po to, żeby pokazać, że z każdej sytuacji jest wyjście. Że choć jest ciężko, jesteś sama lub sam, poradzisz sobie, choć dziś leżysz i płaczesz w poduszkę, albo w niedzielne popołudnie czujesz charakterystyczny ucisk w żołądku, bo już myślami jesteś w skrzynce mailowej zastanawiając się, co w poniedziałek rano w niej znajdziesz Kto serdecznie pozdrawiając zaprosi na spotkanie.

Dziś jestem kierowcą śmieciarki, choć gdy postanowiłam wtedy, te dwa lata temu, że tak właśnie się stanie, świat dookoła albo pukał się w czoło, albo wymownie nie komentował. No cóż, trudno, co zrobić, jakoś postanowiłam z tym żyć. Oczywiście, nie zawsze jest różowo, nie chodzę wiecznie uśmiechnięta i radosna, ale lubię swoje nowe życie. Lubię nową Wiolę, która teraz jest zwyczajnie szczęśliwsza.

Po emisji otrzymałam sporo wiadomości od nieznanych mi ludzi, którzy pisali, że jest im ciężko, albo myślą o zmianie, a się boją. Że ktoś taki jak ja daje nadzieję, jest inspiracją. Nie myślałam tak o sobie, ale cieszę się, że tak jestem odbierana. Prawdę mówiąc, taki jest cel tego całego opowiadania mojej historii w różnych reportażach. Że zawsze jest wyjście, choćby awaryjne. Ale nadal to wyjście.

Jeszcze raz dziękuję za wiele ciepłych słów i komentarzy. Dziękuję, że ze mną jesteście, witam też serdecznie nowych obserwatorów. Mam nadzieję, że znajdziecie tu to, czego szukacie, co skłoniło do kliknięcia guzika „Obserwuj”.

To do zobaczenia na rejonie.

Dla tych, co nie widzieli, a zobaczyć by chcieli oraz tych, co widzieli, a chcieliby przeżyć to jeszcze raz 😉Jestem trze...
15/04/2026

Dla tych, co nie widzieli, a zobaczyć by chcieli oraz tych, co widzieli, a chcieliby przeżyć to jeszcze raz 😉

Jestem trzecim reportażem, zaczynam się od ok. 34 minuty.

Enjoy 😁

❓ Gdzie obejrzeć najnowszy odcinek Magazyn Ekspresu Reporterów?
👉 TVP VOD 👉 https://vod.tvp.pl/informacje-i-publicystyka,205/magazyn-ekspresu-reporterow-odcinki,273697

📺 Powtórka programu:
- środa, 23:45, TVP Polonia
- czwartek, 03:10, TVP1
- poniedziałek, 04:45 TVP3

Bardzo wszystkim dziękuję za masę ciepłych słów.Jutro napiszę więcej, teraz muszę ździebko się wyciszyć 😉Jeszcze raz dzi...
14/04/2026

Bardzo wszystkim dziękuję za masę ciepłych słów.

Jutro napiszę więcej, teraz muszę ździebko się wyciszyć 😉

Jeszcze raz dziękuję, że jesteście ze mną.

„W śmieciach zapisane"
reportaż Magdy Włodarczyk

Wioletta przez lata pracowała w korporacji, żyjąc w ciągłym biegu. W pewnym momencie, po serii trudnych, nieoczekiwanych zdarzeń, zrozumiała, że chce zmienić swoje życie. Została kierowcą śmieciarki. Wioletta łamie stereotypy i udowadnia, że nawet w tym zawodzie można odnaleźć sens, radość i poczucie bycia potrzebnym. Z osoby wypalonej i przemęczonej, stała się człowiekiem szczęśliwym. Prowadzi bloga i pisze książkę o swojej niezwykłej drodze.

11/04/2026

Dzień dobry, moi drodzy.

We wtorek, 14.04 w programie Ekspres Reporterów na TVP2, o godzinie 22.25 będzie można zobaczyć reportaż o mnie, efekt spotkania ze wspaniałą ekipą telewizyjną.

Patrzę i sama nie wierzę, że to o mnie. Śmieciara rządzi 😉

Tymczasem, krótki zwiastun tego, o czym tam będzie.
Zapraszam.

Adres

Rumia
84-230

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Mrs. Driver umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Udostępnij